Tematy kompleksowe, wiersz, piosenka gr.II

Opublikowano: 2021-09-02 20:36, Numer artykułu: 42774 , Autor: L.Pstrąg

MAJ

Temat kompleksowy: LUBIMY SPĘDZAĆ CZAS W OTOCZENIU PRZYRODY.
Czas realizacji: 04.05.-13.05.2022.
Dziecko:

 Rozwija zainteresowania życiem małych zwierząt, owadów.
 Dostrzega, że zwierzęta posiadają zdolność odczuwania, przejawia wobec
nich życzliwość i troskę.
 Zwróci uwagę na ich pożyteczność, przezwycięży uprzedzenia i niechęć.
 Rozumie konieczność szanowania środowiska naturalnego.

 

PIOSENKA „ŻABKI”
1. Raz wieczorem małe żabki
Kum, kum, kum, kum, kum, kum
poszły razem do sadzawki
kum, kum, kum, kum, kum, kum
zamoczyły w wodzie łapki,
tak jak to potrafią żabki,
rechotały i kumkały
a na koniec zaśpiewały
Ref. kum, kum, kum, kum, kum, kum
kum, kum, kum, kum, kum, kum, kum,
kum, kum, kum, kum, kum, kum
kum, kum, kum, kum, kum
2. Wtem bociany przyleciały,
kle, kle, kle, kle, kle, kle
i cichutko się skradały,
kle, kle, kle, kle, kle, kle
coraz bliżej do sadzawki,
aby złapać małe żabki
Ale one to widziały
i szybciutko się schowały.
Ref. kle kle kle, kle kle kle, kle kle kle, kle kle kle
kle kle kle, kle kle kle, kle kle kle, kle kle kle,
A bociany kle kle kle, odleciały bardzo złe.


WIERSZ „TĘCZOWA ŁĄKA” B. Szelągowska
Lśni jak tęcza – łąka w maju.
Kolorów tu tyle!
Na stokrotkach, mleczach, makach
siadają motyle.
Z norki właśnie wyszła myszka,

a za nią jej dzieci.
A nad nimi, w stronę stawu
wielki bocian leci.
Bąk coś bąknął niewyraźnie,
mocno zawstydzony.
W łapkach przyniósł słodki nektar
dla swej przyszłej żony.
Pszczółka bawi się w kolory
czerwonego szuka.
Gdzieś na samym skraju łąki,
dzięcioł w drzewo stuka.
Konik polny już się zmęczył
i gra coraz ciszej.
A do taktu, na rumianku
osa się kołysze.
A spod liścia,
po łodydze wspięła się dżdżownica
i rozgląda się po łące,
i wszystkim zachwyca!

 

Temat kompleksowy: WIOSNA NA WSI.
Czas realizacji: 16.-20.05.2022.
Dziecko:
 Rozpoznaje na ilustracjach zwierzęta hodowlane.
 Potrafi gestem, ruchem, dźwiękiem naśladować wybrane zwierzęta.
 Rozumie proste pytania i udziela właściwych odpowiedzi, stara się samo zadawać
pytania.

 

PIOSENKA „DZIWNE ROZMOWY”
W chlewiku mieszka świnka
i trąca ryjkiem drzwi.
Gdy niosę jej jedzenie
To ona „kwi, kwi, kwi”.
Opodal chodzi kaczka,
co krzywe nóżki ma.
Ja mówię jej: „Dzień dobry”.
A ona: „kwa, kwa, kwa”.
Na drzewie siedzi wrona,
czarna i trochę zła.
Gdy pytam: „Jak się miewasz?”
To ona: „kra, kra, kra”.
Przed budą trzy szczeniaczki
podnoszą straszny gwałt.

Ja mówię: „Cicho pieski!”
A one: „hau, hau, hau”.


OPOWIADANIE „O KOTKU, KTÓRY SZUKAŁ CZARNEGO MLEKA”. H. Bechlerowa
Był raz biały kotek, który miał przyjaciela – czarnego kotka.
Biały kotek koniecznie chciał być taki sam jak jego przyjaciel.
– Po co ci to? – pytał ten czarny. – Mnie wcale nie przeszkadza,
że ty jesteś inny niż ja.
– A ja bym wolał być taki sam – mówił biały. – I będę taki,
zobaczysz! Kogo tylko spotkał, pytał, co robić, żeby być czarnym.
Sowa, która po nocy lata, poradziła mu:
– Jeżeli przez trzy dni i trzy czarne noce będziesz siedział w
czarnej piwnicy, staniesz się czarny. Możesz mi wierzyć, stara
jestem i mądra.
Siedział biały kotek w ciemnej piwnicy, świata nie widział.
Wyszedł i przejrzał się w lusterku. Jak był biały, tak został,
tylko schudł trochę, bo nic nie jadł przez trzy dni w tej czarnej
piwnicy.
Wrona, która siadywała na kominie, dała inną radę.
– Czy próbowałeś wyskoczyć kominem? – pytała białego kotka.
– Nie.
– Spróbuj. Zobaczysz, nikt cię nie pozna, tak się odmienisz.
Zakradł się kotek do komina i kominem wyskoczył na dach.
– Czarniejszego kota, jak żyję, nie widziałam! – zachwycała się
wrona.
I kotek nie mógł się nacieszyć. Ale radość trwała tylko jeden
dzień.
Drugiego dnia wiał straszny wicher. Jak dmuchnął, zwiał czarne
sadze z kotka. Biały kotek nie był teraz ani czarny, ani biały,
tylko brudny. Mył się pół dnia. A przez drugie pół martwił się
na nowo.
– Źle mi radziła sowa, źle radziła wrona. Pójdę do żaby.
Ale żaba była zielona i znała się tylko na zielonym kolorze. Na
ten kolor kotek nie miał ochoty.
– Zapytam srokę. Ona jest trochę czarna, trochę biała. Może
dobrze poradzi.
Sroka kiwała głową, udawała bardzo mądrą. Wreszcie
powiedziała:
– Musisz pić czarne mleko.
– Skąd ja wezmę czarne mleko? – pyta kotek.
– Od czarnej krowy. Od takiej, która nie ma ani jednej białej
plamki.
Wziął kotek dzbanuszek i poszedł szukać czarnej krowy. Wcale
to nie było łatwe. Każda miała jakąś białą plamkę.
Nareszcie znalazł zupełnie czarną krowę. Stała w lesie, jadła

czarne jagody i patrzyła wokoło czarnymi oczami.
– No, ta na pewno da mi czarnego mleka! – ucieszył się kotek i
prosi:
– Czarna krowo, daj mi czarne mleko!
Krowa mruknęła coś pod czarnym nosem i dała kotkowi… białe
mleko. Kotek o mało się nie rozpłakał.
„To pewnie dlatego, że jest dzień. W dzień nawet czarne mleko
wydaje się białe” – pomyślał kotek.
Przyszedł do krowy w nocy. Krowa chętnie dała kotkowi mleka.
Wypił pół dzbanka. Rano przejrzał się w lusterku. Był biały. I
reszta mleka w dzbanku też była biała.
Wrócił biały kotek do swojego czarnego przyjaciela.
– Nie znalazłem czarnego mleka. Nie będę szukał więcej! Został
z czarnym kotkiem. I zaraz obaj wypili z dzbanka białe mleko.


Temat kompleksowy: NAJWAŻNIEJSZA JEST RODZINA.
Czas realizacji: 23.05.-27.05.2022.
Dziecko:
 Potrafi wymienić członków swojej rodziny, podać ich imiona, ulubione zajęcia.
 Opowiada o ważnych wydarzeniach z życia rodziny.
 Próbuje wyrażać swoje myśli i przeżycia w sposób spontaniczny w rozmowach z
dorosłymi.
 Uczestniczy z zaangażowaniem w przygotowanie niespodzianek (upominków,
uroczystości) dla najbliższych.


PIOSENKA „TATA”
Tata jest potrzebny
Żeby przybić gwóźdź.
Tata jest potrzebny
By na spacer pójść.
Tata jest potrzebny
By przytulić mnie,
I bajkę opowiedzieć
Gdy oczy zmorzy sen.
REF. Bo tata, tata, tata
Potrzebny bardzo jest.
Gdy kiedyś spotkam lwa
To on, uratuje mnie.

Tata jest potrzebny
Aby w piłkę grać.
Tata jest potrzebny
By lizaka dać.
Tata jest potrzebny
A ja kocham go,
I czuje się bezpiecznie
Gdy obok idzie on.
REF. Bo tata, tata, tata

Potrzebny bardzo jest.
Gdy kiedyś spotkam lwa
To on, uratuje mnie.

 

OPOWIADANIE „ZAPACH MAMY” R. Piątkowska
Jak ja nie lubię, kiedy mama gdzieś wyjeżdża. Dom bez mamy jest jakiś inny. A jutro znowu
wyjedzie na kilka dni – westchnąłem. – Więc jeszcze tylko dziś przytuli mnie przed snem, bo
jutro… Nagle poczułem, jak w gardle rośnie mi wielka kula, a z oczu kapią łzy. – Tomeczku,
kochanie, wiem, że ci przykro, ale to tylko trzy dni. Tata i babcia wspaniale się tobą
zaopiekują. A ja szybko wrócę i przywiozę ci jakąś pamiątkę z tej podróży. Obiecuję. No już,
uśmiechnij się do mnie, skarbie – szepnęła mama i przytuliła mnie mocno. – Mamo, jak jesteś
blisko, zawsze czuję taki ładny zapach. Poznałbym cię po nim wśród tysiąca innych mam –
powiedziałem. – Tak pachną moje ulubione perfumy. Cieszę się, że ten zapach ci się podoba
– powiedziała mama, uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Po chwili wyskoczyłem z łóżka i
pobiegłem do łazienki. – Mam genialny pomysł. Gdzieś tu musi być… – mruknąłem,
przeszukując półkę z kosmetykami mamy. – Ile tego tu jest – zdziwiłem się, przesuwając
pudełeczka z kremami, szminki, tubki i pędzelki. Wreszcie trafiłem na mały, śliczny flakonik
i powąchałem go. – Znalazłem, to te perfumy – odetchnąłem z ulgą. Potem poszedłem do
kuchni i wybrałem trzy małe słoiczki po dżemie. Takie słoiczki babcia starannie myła i
przechowywała w kuchennej szafce. Teraz do każdego słoiczka prysnę trochę perfum i
szybko zakręcę wieczko. Będę miał w nich zapach mamy. Po jednym słoiczku na każdy
wieczór, kiedy jej nie będzie – ucieszyłem się. A kiedy w każdym słoiczku uwięziony już był
piękny zapach, szybko schowałem je do swojej szafki i nareszcie mogłem zasnąć. Tak, jak
przewidywałem, dni bez mamy, a zwłaszcza wieczory, zdawały się nie mieć końca. Ale
najbardziej tęskniłem za nią, kiedy nadchodziła pora snu. Babcia czytała mi wtedy długą
bajkę, a tata zawsze całował przed snem, ale kiedy tylko wyszli z pokoju, wyjmowałem z
szafki słoiczek. Odkręcałem wieczko i zamykałem oczy. Otaczał mnie wtedy zapach, jakby
ramiona mamy. – Dobranoc, mamusiu – szeptałem i dopiero wtedy nadchodził sen. Tak było
przez dwa wieczory, ale trzeciej nocy długo nie mogłem zasnąć.
– Mama wraca jutro do domu. Pewnie jak się zbudzę, ona już tu będzie – cieszyłem się.
Wreszcie usnąłem zmęczony, zaciskając w ręce słoiczek. Ale co to?! Mama jest zamknięta w
moim słoiku! Puka paluszkiem w szklaną szybę i chyba chce wyjść. – Ojej, co ja zrobię z taką
maleńką mamą? Mogę ją wsadzić do któregoś z moich wyścigowych samochodzików, teraz
się tam zmieści. A już na pewno uda mi się wepchnąć ją do mojej ulubionej koparki –
pomyślałem. Odkręciłem więc słoiczek i pomogłem mamie z niego wyjść. Nagle poczułem
zapach mamy i jej ręce na swojej buzi. Potem dała mi całusa. – Dzień dobry, kochanie! – to
był jej głos. Obudziłem się i przetarłem oczy. – Mamo, jak ty szybko urosłaś – zawołałem. –
Coś takiego! Czyżbym się przez te trzy dni powiększyła? – zaśmiała się mama i położyła na
poduszce piękny złoty gwizdek i następne autko do mojej kolekcji. – Dziękuję, mamo! Jest
super. Szkoda tylko, że się już do niego nie zmieścisz – powiedziałem. – No, gdybym była
taka mała, nie mogłabym zrobić ci omletów na śniadanie – uśmiechnęła się mama. – Hura!
Omlety! – zawołałem, wyskakując z łóżka. Jak dobrze, że mama jest duża, wielka, ogromna!
Tylko z czego się tam tak śmieje w tej kuchni?